Żaden ze mnie Iron Man

Są rzeczy, które kiedyś nam nie wyszły i ciągną się za nami. Niby udało się coś zrobić, ukończyć ale w głębi duszy czujecie, że to nie jest to- już na tym etapie „przygody ze sportem”, bo nie kariery przecież to samo ukończenie zmagań to czasami za mało 🙂

Wybraliśmy się z Robsonem oraz Pawłem na pełen zmagań Iron Man na dystansie olimpijskim w czeskim 5150 Hradec Králové, kilka godzin drogi, idealny moment żeby w sierpniowy długi weekend zażyć orzeźwiającej kąpieli w Łabie, pojeździć na rowerze i przebiec się.

Miejsce: Hradec Králové, Czechy

Czas: długi sierpniowy weekend.

Dystans olimpijski:

Pływanie: 1,5 km

Bieg: 10 km

Jazda na rowerze: 40 km

To jedziemy hehe

Przygotowania

Nie!! Tym razem odmiennie jak rok temu. Sumiennie przygotowywałem się do tego wydarzenia. Nie mówię tutaj oczywiście o rowerze czy bieganiu ale o samym pływaniu. W każdą niedziele jeździliśmy na pobliską Rokolę w Karczewie, żeby doskonalić sztukę pływania w open water: nawigacje, przyzwyczaić się do innej temperatury wody czy do absolutnych ciemności po zanurzeniu głowy.

Tak, dużo, nie dużo ale udało się przepłynąć ponad 20 km, to ponad 20 km więcej niż poprzednio ! Jakby nie było sukces, nawigacje udało się ogarnąć, same pływanie może i nie było z gatunku sprinterskich, wyniki nie były oszałamiające aczkolwiek bez problemu udawało się przepłynąć ponad 2 km.

Sukces jest na wyciągnięcie ręki! Nieeee ,nic bardziej mylnego.

Arena i miasto

Hradec Králové- miasto, w którym troszeczkę czas się zatrzymał ale jednocześnie jest tutaj co roku jeden z największych festiwali hip-hop w Europie czy dosłownie miesiąc wcześniej grała ekipa metalowa Slipknot (jakbym wiedział!!!)

Okiem turysty, zadziwiające, że w centrum starego miasta był jeden duży parking dla samochodów osobowych, trochę psuło to klimat. Dużym plusem ceny- nie uważam, że było tanio, ale było normalnie.

Czas, start!

Pełni wiary i odwagi kroczyliśmy ulicami czeskiego miasta Hradec Králové, uważam, że dobrze przygotowani, żeby z godnością przejść przez ten wyścig. Tyle bardzo przyjemnej pracy włożonej w zawody musi przecież przynieść pozytywny rezultat.

Rowery zajmowały dosłownie całe boisko piłkarskie, wspaniały widok. Maszyny iście kosmiczne ale pamiętajmy, że to noga kręci. Jedyny problem oczywiście, że najpierw trzeba co nieco przepłynąć.

Lubię to zdjęcie z kilku powodów, było to na 24 min przed naszym startem. Przede wszystkim pokazuje wiele obaw jakie mimo wszystko we mnie drzemały przed rozpoczęciem, im bliżej tym gdzieś demony z poprzedniego startu dawały się we znaki a ja nie potrafiłem ich stłumić w sobie. Byłem wpatrzony w tafle wody z nadzieją, że jak do niej wejdę to jednak wszystko będzie tak jak nad Rokolą…

Litości, jeszcze trzeba będzie skakać z brzegu do wody. Ale dobra, najpierw czekała mnie rozgrzewka w wodzie, która miała mi dać wiele odpowiedzi. Rzeka, Łaba- woda zimna ale nie takie rzeczy się przecież robiło. Po wejściu do wody i pierwszych próbach przepłynięcia niestety, nie mogę wykonać podstawowego ruchu kraulem z braku tchu. Podpłynąłem do brzegu, by uspokoić oddech i serce ale to niewiele dawało. Walczyłem dobrych kilka minut ale nic mi nie wychodziło.

Zapowiadało się, że po raz kolejny będę walczył o każdy oddech żabką.. patologia

Start

Nie spieszyłem się do startu, szedłem cierpliwie w kolejce czekając na to co przyniesie los. Liczyłem, że może jakimś cudem organizm się uspokoi i uda mi się zrobić to co robiłem w naszych wodach.

Wskoczyłem do wody, spróbowałem. Demony powróciły.

Walczyłem 400-500m jak zawsze topiąc się, krzycząc i walcząc o każdy metr. Powiem jednak, że nie chciałem znowu tego przeżywać, nie chciałem ponownie ukończyć zawodów w ten sposób. Pierwszy raz w życiu zszedłem z trasy, powiedziałem stop.

Było mi wstyd. Znalazłem jednak powód takiej a nie innej sytuacji- moje tętno skakało do poziomu 160 uderzeń na minutę, więc ciężko wtedy na spokojnie płynąć. Stres? Moim zdaniem na pewno.

Zostawić to tak?

Powrót do domu był wyjątkowo trudny, zejść z trasy z własnej woli, nie z powodu kontuzji zawsze uważałem za osobistą porażkę. Stać mnie na dużo więcej, przecież tyle razy udało mi się przepłynąć dłuższe odcinki samemu.. tak, kolejne zawody były w następny weekend po mojej klęsce.

Dzień po powrocie zapisałem się na 1/4 dystansu Iron Man w Garmin Triathlon Tour w Stężycy, czyli:

Pływanie- 950m,

Rower- 45km,

Bieg- 10 km,

Litości, no teraz to już musi się udać. Na szczęście dołączyli do mnie Paweł i Robert ze słynnej akcji w Czechach, za co im bardzo dziękuję. Na dzień przed zawodami pojechaliśmy zostawić rowery i odebrać pakiety startowe. Dodatkowo zabrałem ze sobą piankę żeby kontrolnie przepłynąć się w rzece. Jaka ulga, że szło nawet bardzo dobrze! Po czymś takim spało mi się dużo lepiej co nie oznacza, że wróg nie śpi..

Zanim dojechaliśmy, przebraliśmy się to ledwo zdążyliśmy przejść do strefy rozgrzewki, jeżeli dobrze pamiętam mieliśmy mniej więcej minutę dla siebie.

Tym razem startowaliśmy z brzegu bez konieczności skoku co jest na plus. Nie mówię, że nie było obaw ale przecież dzień wcześniej płynąłem w tym miejscu i było dobrze.

I faktycznie, było nieźle. Nie wbiegałem do wody, na spokojnie wszedłem. Nie płynąłem jak wszyscy, nie chciałem żeby ktokolwiek mi przeszkadzał. Płynęło mi się dobrze, zrobiłem około 100m kraulem i byłem wniebowzięty! Czułem, że to jest to i nie chciałem forsować tempa. Ale cóż, powoli oddech mi się skracał, wydłużenie ruchu mi już nie pomagało i masz.. znowu powrót do żabki.. CZEMU?!

Tym razem nie mogłem przegrać, trudno, będziemy się męczyć całą trasę. Znowu podtopienia, zwątpienie, krzyki, ten triathlon mnie ewidentnie nie lubi. Tak, zrobiłem to ale znowu słyszałem od spikera- ratownicy proszeni są o nie wychodzenie z wody, na trasie jest jeszcze jeden zawodnik. Jeden, ku*wa, jeden zawodnik…

Rower i bieganie jest na tyle proste i dla mnie normalne, że tutaj nie mam co się rozpisywać. Na rowerze parę osób wyprzedziłem, na biegu tak samo.

Udało się ukończyć bieg ale nie o to chodziło. Sezon traithlonowy uważam za nieudany, co nie znaczy, że składam broń.

W roku 2025 udało mi się przepłynąć około 60 km a już niedługo uda mi się zejść poniżej 2:00/100m . Zrobię co się da, żeby zawody ukończyć i być z siebie zadowolony.

This will close in 0 seconds

This will close in 0 seconds