Nie regulujcie odbiorników … Izery Ultra-Trail® 100

Czy istnieje jakaś granica brawury ? Czy powinno się na chłodno podejmować decyzje o poszczególnych startach ? Czy było to potrzebne ? Kto by się tym przejmował, chociaż nie wieje nudą. 🙃

Rozsądek won !
Powiem Wam, że bardzo łatwo było kliknąć „kup teraz” by wziąć udział w czymś tak dla mnie abstrakcyjnym jak bieg (w sumie to marszobieg) na 104 km kilometry po górach izerskich . Moja głowa, wyobraźnia były na tyle ograniczone, że nie dawały absolutnie żadnego sygnału ostrzegawczego . Pajęczy zmysł pozostawał uśpiony aż do samego startu.

Gdzie biegniemy ?
Góry Izerskie (cz. Jizerské hory, niem. Isergebirge) (332.34) – pasmo górskie w Sudetach Zachodnich, na terenie Czech i Polski. Od zachodu zamknięte Bramą Łużycką, od Karkonoszy oddzielone Przełęczą Szklarską.

START: godz. 1:00; Świeradów – Zdrój / dolna stacja kolejki gondolowej Ski&Sun
META: Świeradów – Zdrój / Park Zdrojowy
DYSTANS: ok. 104 km
PRZEWYŻSZENIA: +2400 m / – 2500 m
PUNKTY ODŻYWCZE: 6: Stóg Izerski (6 km) – Chatka Górzystów (17 km) – Polana Jakuszycka DCS (39 km) – Szklarska Poręba – 4. peron (59 km) – Kopań (75 km) – Droga Dolnokwisowa (93 km)
LIMIT CZASU: 20 h

Moment, co ja tu robię ?!

O godzinie 0:45 pojawiliśmy się na starcie . Ciągle spokojni przemierzaliśmy ulice Świeradowa zdrój , gdzie cisza aż nadto wbijała się do głowy . Na miejscu 70 osób – śmiałków, którzy będą walczyć sami ze sobą a niektórzy nawet o samo zwycięstwo w tym biegu . Dla mnie, ba, dla nas najważniejsze było ukończenie samego biegu w limicie czasowym 20h- start był o godzinie 1:00, koniec o 21:00 tego samego dnia. Oczywiście podbieg na samym początku- dzień dobry !!

Wooow, czy my wlaśnie biegniemy ?

Do samego startu nie pojawiły się jakieś wątpliwości a początek na prawdę był optymistyczny i zachęcający. Pomimo ogarniających nas ciemności aż do samego świtu większość trasy udało się przebiec. Dzięki temu udało się zebrać lekka przewagę nad limitami czasowymi do poszczególnych punktów odżywczych co później okazało się kluczowe dla tej rywalizacji. Krajobraz wspaniały, liczne strumyki, śpiewy ptaków oraz szum drzew- fajnie ale czy będę miał o tym takie samo zdanie za 18 h ?

Litości … dopiero połowa ?

Mniej więcej po 8 godzinach znaleźliśmy się na półmetku trasy- 50 km . To nie zleciało tak miło i przyjemnie jakby się mogło wydawać . Kilometry zaczynały się powoli dłużyć, nogi sztywniały a ból zaczął towarzyszyć już permanentnie, samo rozciąganie czy masowanie niewiele zaczynało pomagać. Regularnie zacząłem praktykować rozciąganie mięśni grupy kulszowo-goleniowej czy odcinka lędźwiowego. Wcześniej udało mi się przebiec jedynie maraton i już tam na koniec czułem się średnio a tutaj pozostaje 2,5 raza więcej do zrobienia. Oj taaaaak, brniemy w nieznane więc w sumie nie ma czego na zapas się obawiać 😀

Kiedy bieg zmienia się w spacer i katorgę.

Zawsze uważałem, że nazywanie takich przedsięwzięć biegiem to mocne nadużycie . Nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa (a może to moja głowa już nie chciała?) . Moje bieganie bardziej przypominało ruch z the waking dead aniżeli run . Ledwo udawało mi się złapać 100-500m w tempie 8-9 min/km i to też po sesji rozciągania przed ponieważ nie było opcji unieść kolana wyżej niż 20 cm . No masz jakie to jest bolesne, kiedy masz już dość po takiej sesji biegowej i patrzysz na zegarek a tam dosłownie 500 m udało Ci się zrobić? … podczas biegu wielokrotnie przyklękałem , kląłem w niebo głosy, łzy spływały mi do oczu. Tak załamywałem się, nie ukrywam.

Organizm zaczyna się bronić.

Niestety po 17 h tego czegoś musiałem przysiąść .. kostka zaczynała dawać się we znaki i nie było opcji nawet już iść . Całe szczęście jednak zabrałem ze sobą apteczkę, bandaż elastyczny zrobił robotę . Nie było idealnie ale na tyle dobrze, że mogłem chodzić i kontynuować bieg , bo czas niestety niemiłosiernie uciekał. Z ulgą przyjąłem też fakt, że jednak woda ze strumyków jest zdatna do picia. Było od samego rana bardzo słonecznie i ciepło, miałem jedynie bidon 0,7l co było zdecydowanie za mało na 3-4 godziny między punktami odżywczymi. Uratowało mnie to na pewno przed odwodnieniem.

Proszę, zabierzcie mnie stąd
Nigdy nie podejmowałem tak długiego wysiłku, nie wziąłem słuchawek czy czegoś co mogłoby odwrócić moją uwagę od problemów . Jedynym Twoim kompanem jest ból , który narasta wraz z upływającym czasem – doświadczenie niesamowite. Podczas biegu kilka razy zdarzyło mi się położyć we mchu i zrobić quick charge 5 min . Ostatnie kilometry to długi, niekończący się podbieg … nawet tutaj nie można nic przyspieszyć. Na szczęście wielokrotnie na trasie mijałem się z moim bratem Wojtkiem, więc było raźniej i momentami łatwiej to wszystko znosić. Chociaż, gdy już Cię wszystko boli i masz tego dość… to i druga osoba zaczyna Ci przeszkadzać, zresztą dobrze wiedział, że muszę sam sobie z tym wszystkim poradzić więc dalej pomknął do przodu. Nie mniej wiele kilometrów udało się razem przebiec/przejść, co było zdecydowanie na plus.

Błędy ?
Na pewno za mało piłem i jadłem. Tak się mówi ale przy tak słabej różnorodności- same żele czy batony ma się tego po prostu dość i nie ma ochoty jeść czy pić. Nie posiadałem softflasków, byłby to dodatkowy litr napoju na trasie. Paradoksalnie tych błędów może i nie było dużo, jednak wpływały bardzo mocno na organizm. Nie spróbowałem się kompania w strumykach, mój brat to robił, zachwalał, może i chociaż na chwilę nogi odzyskałyby lekkość? Kiedyś sprawdzimy.

Konkluzja
Ehhh, bezpośrednio po biegu zawsze będziesz się zaklinał, że nigdy więcej. Byłem zmęczony psychicznie trudem tego biegu, ciągłego bycia w bólu, wmawiania sobie, że będzie dobrze i dam radę. Znakomitą zabawą podczas biegu było liczenie jakie tempo pozwoli mi uzyskanie określonej przewagi na punktach odżywczych. Wiadomo, później już musiałem to robić, żeby mieć pewność ukończenia 😀
IZERY ULTRA-TRAIL 100KM dla KOCINSKI Andrzej . Czas 19:26:37, Msc: 62, Msc M: 50.
Tak żeby zobrazować do czego zdolny jest nasz organizm: najlepszy zawodnik ukończył to w czasie 9:30, to jest chore… w tempie 5:45 bodaj 🙂 Braciak wyprzedził mnie o 30 min.
Nie jestem fanem ultra, ale taka walka ze sobą jest fenomenalna, odnosi się wrażenie, że Twoja głowa zyskała dodatkowy pancerz, zmienia to perspektywę- co można zrobić, osiągnąć oraz czym jest zmęczenie. Nie chce Ci się? Masz gorszy dzień? Człowieku, ja nie spałem i biegałem po górach 19,5 h i zrobiłem 104km! Czujecie to? 😀






